sobota, 16 listopada 2013

16.

...

- Ja też chcę pograć. - zabrałam Reus'owi pada.
- No ej...
- Cicho. - zaśmiał się Mario. - Teraz gram ja, z moją ... świetną! Tak.
- Nom. - poparłam. - No weź mi daj tą piłkę. - prosiłam po kilku minutach gry.
- No jak nie umiesz grać, to nie graj. - powiedział.
- Ja grać nie umiem!? Wypraszam sobie! - skarciłam go wzrokiem.
- Dobrze.. Już. - pod swoją bramką, celowo stracił piłkę.
- Twój bramkarz jest głupi. - skomentowałam.
- A bo?
- Obronił, no... - zawyłam.
- Super powód. - mruknął pod nosem.
- Słyszałam. - upomniałam go.
- No wybacz. - pocałował mnie w policzek.
- Nie przy ludziach. - skomentowałam.
- Spauzuj grę, zaraz wrócę. - powiedział.
- Tak, idź grzywę popraw. - zaśmiałam się, a gdy zniknął za drzwiami łazienki.
Oczywiście jak to ja, musiałam oszukać. Strzeliłam mu gola i z powrotem zatrzymałam grę.
- Jeszcze dłużej było.. - skwitowałam, jak wrócił.
- Przy Tobie muszę jakoś wyglądać. - szczerzył się. - Co żeś zrobiła? - zauważył mojego gola.
- Niby co? - udałam zdziwioną.
- A skąd niby ta bramka?
- Nie wiem. - powiedziałam, a zza nas rozległy się śmiechy jeszcze nie doszłych gołąbeczków.
- I po co kłamać?
- Ja nie kłamię. - wypierałam się.
- Yhym..
- W związku potrzebne jest zaufanie, ale dobra.. Po co mi chłopak? - wypaliłam.
- Szczerość też. - dodał.
- Nie gadam z Tobą! Masz i nie daj mu wygrać. - zwróciłam się do brata i odeszłam stamtąd...
- Nie przyznasz się? - zapytała cicho Jess.
- Nigdy. - odparłam.




*~Kolejnego dnia~*
Już od rana siedziałam na Facebook'u, nie mogłam spać.. Przeglądałam tablicę, prawie nic nowego. Na czacie tylko kilka osób. Jednym słowem: nudy.
Napisał do mnie ten cały Dawid.
- Hej. Jednak mnie pamiętasz?
- No pamiętam, w końcu byliśmy sąsiadami. - odpisałam, choć szczerze nie mialam ochoty na żadne konwersacje.
- To były czasy, ale widzę, że zmieniłaś się, nawet bardzo. Oczywiście z wyglądu.
- Patrząc na zdjecia, to też mogę stwierdzić, że inny chłopak. W rzeczywistości nie poznałabym Cię.
- W ciągu 10 lat, ludzie się zmieniają.. :D Tobie tylko pozazdrościć.
- Uwierz, nie ma czego.
- Jak nie. Internet huczy, pełno Ciebie..
- Żartujesz?
- No nie. Np. Są zdjęcia z treningu Borussi i ty tam jesteś w dość dziwnej sytuacji.
- O Matko, mój najgorszy dzień w życiu... ;p
- Nie przesadzaj. Tak poza tym, jak to jest poznać tych wszystkich piłkarzy?
- Nienawidzę o tym mówić.. wszyscy się o to pytają, ale ok.. Nic specialnego, wszyscy są spoko. Sorry, bo muszę kończyć. Pa.
- Pa. - zamknęłam laptopa.
"Taki sam jak wszyscy." - pomyślałam.
Kolega się znalazł, tyle lat o mnie nie pamiętał... Niech spada.



*



Zeszłam na dół, Marco już ogarnięty siedział w salonie.
- Też nie możesz spać? - zapytałam z wejścia.
- Dziewczyno jest dwunasta, dawno się wyspałem.. - odpowiedział.
- Nie pi*rdziel. - mruknęłam.
- No patrz. - pokazał mi czas.
- Jakim cudem? - zdziwiłam się.
- Życie.. czas leci. To normalne, ale za to ty - nie. - powiedział.
- Dobra, bez zbędnego pitolenia.. To z Jess to na poważnie? Tylko szczerą odpowiedź poprosiłabym.
- Nie będę Ci nic mówić, bo wygadasz..
- Spoko, czyli tak. - zaśmiałam się.
- A ona? Spotyka się ze mną, boo?
- Wiem, ale Ci nie powiem. - wytknęłam mu język.
- Mario ma rację. Jesteś wredna. - skwitował.
- Hola, hola mój drogi. Też nie chciałeś powiedzieć.
- Dobra.. powiem. On Cię kocha. - odparł.
- To, to ja wiem.. - szłam na górę.
- Zachowujecie się jak para! - krzyknął za mną, cofnęłam się.
- Serio to tak wygląda? - spytałam.
- No strasznie.
- Naprawdę?
- Naprawdę.
- Że serio?
- Tak! - denerwował się powoli.
- Ale.. - nie dokończyłam.
- TAK! - przerwał mi. - Dotarło?
- Raczej.. - odpowiedziałam.
- Dobra, nie ważne. Wiesz, że dziś jedziemy na konie? - zapytał, a ja zrobiłam minę typu "wtf!?".
- Jedziemy? Że my? - chciałam się upewnić.
- No tak. Ja, Jess, Ty i Mario. - oznajmił.
- Mario?
- Noo.
- Omg.. - skomentowałam.
- Jak nie chcesz to nie musisz, ale Twój romeo się zasmuci.
- Daj spokój. - walnęłam go poduszką w ryjca. - Ja chcę, ale on zawsze, wszędzie musi być?
- To mój najlepszy przyjaciel. Jak się dobrze bawić, to tylko z nim.. - odpowiedział.
- No tak. - mruknęłam.
- Coś Ci nie pasuje?
- Nie, nic, ale widujemy go codziennie, mam dość już jego głupoty.
- A ja Twojej. - zaśmiał się.
- No dzięki.
- Ale przyznaj.. Obydwoje macie na bani. - szczere.
- Fakt, faktem, to prawda. - przyznałam.




*



Marco przywiózł do nas Jessicę, a on sam pojechał do fryzjera. W międzyczasie dotarł Goetze. Rozsiedliśmy się w salonie i rozmawialiśmy.
- Weź się ode mnie odsuń. - powiedziałam do bruneta.
- Niby po co? - zdziwił się.
- Bo ku*wa mam taki kaprys! - wrzasnęłam.
- A tak serio?
- Nie mogę normalnie oddychać. - mruknęłam.
- A co ja mam do tego?
- Odsuń się, radzę Ci... - zagroziłam, a moja przyjaciółka, jak zwykle miała z nas niezłą polewę.
- Dobra, już dobra.
- I tak by the way, jeszcze bardziej było się wypryskać. - skwitowałam.
- Sugerujesz, że mam brzydkie perfumy?
- Nie, ale uwierz. W mniejszej ilości byłoby gites. - wyjaśniłam.
- Lepiej sobie zapiszę, bo jeszcze zapomnę. - wyjął telefon i pisał w notatniczku, a ja się gapiłam.

"ZAPAMIĘTAĆ:  Lea nie lubi moich perfum... Używać w mniejszych ilościach, najlepiej iść kupić nowe.."

Wyrwałam mu iPhone'a z rąk i nieco zmieniłam zdania.

"ZAPAMIĘTAĆ: Lea nie lubi moich perfum, bo się przez nie  dusi. Nie używać ich wcale. Jechać z nią na zakupy, niech sama wybierze."

- Ok, Twoje lepsze. - zaśmiał się.
- No wiem. - oddaliłam się od niego, a gdy zadzwonił dzwonek do drzwi, poszłam otworzyć.
- O KUR*A! MILEY CYRUS! - krzyknęłam, a moi towarzysze zaczęli się śmiać. - Przyjechałaś na koncert? Tu w Dortmundzie? Wiesz, możesz trochę u mnie pobyć. Brat gdzieś pojechał. Tylko czemu jesteś w takim stroju? Masz przy sobie ten z "Wreking ball" ? W ogóle, gdzie masz walizki? W hotelach się będziesz dusić? Wróć się po nie, oddam Ci sypialnie brata za free. Czekaj, czekaj. Rozumiesz po niemiecku? Czy tłumaczyć? - nawijałam jak katarynka.
- Skończyłaś? - spytał zirytowany Reus.
- Ale masz męski głos, w piosenkach tego nie słychać. Nieźle, nieźle. - skomentowałam.
- Lea, skończ!
- Wow, znasz moje imię? Fajnie.. Ja Twoje też. - kontynuowałam.
- Weźcie ją ogarnijcie!
- Ich też znasz? Musimy być popularni, on jest. - wskazałam na Mario. - My to już nie, raczej. A może...
- Wracam do rudego... Tylko nie rozumiem was... Czy ja wyglądam jak Miley? - zapytał.
- Nooooooo. - przeciągnęłam. - Gdyby nie wzrost, ubrania i brak.. Ekhemm. To tak. - w tej chwili już nie wyrabiałam ze śmiechu.
- Głupia jesteś. - skwitował.
- No ty też, głupia jesteś. - zaśmiałam się.
- Tak poza tym.. Po co dzwoniłeś do drzwi? - zapytała Jessica.
- Iż, myślałem, że jesteście na tyle inteligentni, aby się skapnąć, że macie wyjść, bo jedziemy!? - wytłumaczył.
- Aaaaaaaa. - zawyliśmy wszyscy.
- Beeeee.




*



Wyszliśmy w domu.
- Chodźcie jedziemy moim, specjalnie wziąłem większy. - zaproponował.
- Ok, nie będę musiał tankować. - zaśmiał się Marco i zasiadł  z przodu, a my chcąc, nie chcąc musiałyśmy siąść na tyły. Szyby były przyciemniane, więc gówno było nas widać, tylko tym lordom na przodzie, będą się przyglądać. Reakcja ludzi: " Boże, Boże toć to Goetzeus! Zaraz się zesram z wrażenia, Oh my god! " No i ten, moje przemyśleń czas się skończył.
- Daleko jeszcze? - pytałam.
- Tak.
- Serio daleko?
- Tak.
- No to daleko, czy nie? - podłapała Jess.
- Nie.
- To w końcu jak? - zaśmiałam się.
- Srak.
- Grzeczniej. Pytam kulturalnie przecież. - odparłam.
- Nie chcą powiedzieć, downy. - strzeliłyśmy focha.
- Zaraz sprawdzicie, jak będziecie szły z buta. - zdenerwował się Reus.
- Mario nie zrobisz mi tego? Prawda? - udałam zmartwioną.
- I mi? - dołączyła przyjaciółka.
- No jasne dziewczyny, że nie. - szczerzył się. - Prędzej Reusik wyleci. - zaśmiał się.
- Hahahaha. - przybiłyśmy piątkę.
- A miałem jechać sam, ale nieeee. Zachciało mi się siedzieć z boku. - mówił pod nosem do siebie.
- On ma już... FobięGadaniaSamemuZeSobą. - zażartowałam.
- Interesujące. Bardzo. - czuć było ironię w głosie blondyna.
- Komentator z niego będzie, jak nikt inny. - zaśmiał się kierowca.
- Ty też przeciwko mnie? Nie mam tu już nikogo..
- Szkoda mi Cię. Jess na pewno za Tobą obstanie. - zaśmiałam się, za co dostałam kuksańca od brunetki.
- Tak, tak. - mruknęła.




*



W końcu dojechaliśmy na miejsce, tak serio to nie było, aż tak daleko, ale ponarzekać zawsze można. Zapłaciliśmy za, można powiedzieć bilety? Nie wiem, jestem pierwszy raz w takim miejscu. W każdym razie, każdy ma już swojego konia. Mój jest zarąbiście biały z kilkoma czarnymi łatkami i jest najładniejszy ze wszystkich. Trasa była wyznaczona. Można było jechać przez las, za którym było małe jeziorko, przez łąki także. Wybrałam tą pierwszą opcję, a jak ja to i ... Mario. No tak, trudno nie zgadnąć. W tyle podróżowali Marco z Jess. Właścicielka miała rację za tym lasem, było piękne miejsce, aż przystałam i podziwiałam widoki.
- Ładnie tu. - skomentował.
- Wyjątkowo się z Tobą zgodzę. -  uśmiechnęłam się.
- Lea.. Kim my dla siebie jesteśmy? - zapytał prosto z mostu.
- Nie wiem, Mario. Jakimś cudem, pogubiłam się już w tym wszystkim. - odparłam.
- Szczerze, ja też, ale gdy ja robię krok ty mnie nie odpychasz, a to chyba coś znaczy?
- Chyba... Jest w ogóle inaczej niż wcześniej. - powiedziałam.
- Bo teraz się lubimy-lubimy? - zaśmiał się.
- Można tak to ująć.
- Wracamy? - zapytałam po kilku nastu minutach. - Jesteśmy tu już jakieś pół godziny.
- Spoko.
Zawróciłam, i chciałam już kierować się w drogę powrotną, ale Goetze musiał coś odwalić. No musiał! Mianowicie spadł z konia. Zaczęłam się śmiać, gdy zauważyłam, że nic mu nie jest.
- Przynajmniej Ci nie uciekł.
- To nie takie śmieszne..
- Dobrze, że na tyłek spadłeś, a nie inaczej. - śmiałam się.
- No i teraz mnie dupa boli. - jęknął i wstał, a ja ponownie wybuchnęłam śmiechem. Ubrudził spodnie na tym co upadł... Chciał strzepnąć, ale zorientował się, że coś jest nie tak.
- Eee, Lea co ja mam na..? - mówił z przerażeniem w głosie.
- Spokojnie, to tylko piach. Wpadłeś w kopiec kreta. - oznajmiłam.
- Uff, myślałem, że to..
- Gówno? - ponowny atak śmiechu.
- Taaak. - on także się śmiał.
Z powrotem wsiadł na swojego rumaka i już mogliśmy wracać.
- No wreszcie są. - usłyszałam głos Reus'a.
- Gdzie wy byliście?
- Nad jeziorkiem i mieliśmy mały wypadek. - zaśmiałam się na samą myśl. Mario zaś próbował zejść z konika. - Uważaj, bo znowu z niego zjedziesz. - skomentowałam.
Tym razem obyło się bez żadnych komplikacji, ale jak zobaczyli spodnie piłkarza z 10 na plecach, także zaczęli się śmiać.
- Ahaa, to już wszystko wiemy. - powiedziała opanowując się brunetka.
- To nie to co ja myślę? - zapytał blondyn.
- Nieee. Tylko piach. - wytłumaczyłam.
- Chodź pomogę Ci zejść, bo też zaliczysz glebę i co wtedy? - powiedział, a ja przełożyłam nogę, tak że siedziałam na moim białasie, bokiem.
Goetze złapał mnie za biodra, ledwo dosięgając. Byłam w powietrzu przez moment.. Zaczął mnie całować, nie protestowałam. W końcu postawił mnie na ziemię i mogłam stabilnie stać.
- Chwila nie uwagi i już.. - szczerzył się Reus, a ja oderwałam się od bruneta.
- I widzisz, coś narobił? - pchnęłam go lekko.
- Nic takiego. - zaśmiał się.
- Zakochani..
- Jasne. - parsknęłam.




*



W wyśmienitych humorach wróciliśmy do domu... Każdy do swojego.





[Marco]
Zadzwonił do mnie Leoś i poprosił o spotkanie. Zgodziłem się i po kilku minutach byłem u niego pod domem. Podjechało także auto Mario
Weszliśmy do domu we dwójkę bez pukania, stwierdziliśmy, że nie ma takiej potrzeby, przecież się przyjaźnimy.
- Siema. - przywitałem się.
- Cześć. - odpowiedział. - Siadajcie.
Postąpiliśmy jak nam kazał.
- Chłopaki zwołałem was tu, żebyście mi doradzili. W końcu jesteście ekspertami, jeśli chodzi o dziewczyny. 
- On zna się lepiej. - wskazałem na Goetze'go, a on się zaśmiał.
- Dobra, do rzeczy.
- Zakochałem się, a wiecie jaki jestem... Nie powiem jej tego nigdy. - powiedział.
- Młody, wiemy że jesteś trochę nieśmiały, ale to nic strasznego. Dla mnie osobiście to żaden problem. - powiedziałem.
- Widać, dlatego tu jesteś. - zaśmiał się.
- Ale to nic strasznego, wyznać co się czuje. Da Ci kosza, to nic. Trzeba żyć dalej, a nawet próbować dalej. U mnie to poskutkowało. - odezwał się Mario.
- Powiedz, nam jaka jest ta panienka? Imię? Na pewno śliczna, co? - zapytałem...






***************
Szesnacha! ;>
Jak tam po spotkaniu z podłogą? :D
Wiecie.. starałam się na maksa z głupimi tekstami,
ale są momenty (krótkie) poważne xD
Czekam na opinie!
Mam nadzieję, że w końcu uda Wam się pobić rekord komentarzy.
Najwięcej było 19.
Kto da więcej? ;-)
A jest was sporo, bo aż 34! Za co Was kocham! <3
Dla Was, to żaden problem, c'nie? ;)
Bez przedłużania... 
dodam co najważniejsze:
m.in. zmieniłam nazwę.
Już nie Juliana, a Dżuliaaans. 
Raczej się przyzwyczaicie c; Wierzę w Was!
Pozdrawiam ;*



wtorek, 12 listopada 2013

15.

*
...

- To co robimy? - spytał.
- Nie wiem.
- Czyli?
- Nic.
- A ja mam lepszy pomysł! - dostał olśnienia.
- No, dawaj. Zabłyśnij. - zaśmiałam się.
- Czy my jesteśmy ... razem? - speszył się, co było nie w jego stylu.
- Hmmmm.. A chciałbyś?
- Jasne, że tak. - odpowiedział.
- No to ... nie wiem. - śmiałam się.
- A więc chyba mogę zrobić tak? - położył mnie na łóżku. - I tak. - był nade mną, na szczęście mnie nie zgniótł tylko całował.
- Chyba. - odpowiedziałam cicho.
Pozbawieni koszulek. Kontynuowaliśmy czułości.
- Jestem! - w całym domu rozległ się krzyk blondyna.
- Cholera. Przecież miał tak prędko nie wracać. - zdenerwował się.
- Mario, już po północy. - oznajmiłam zerkając na zegarek w telefonie.
- To i tak za wcześnie.
- Weź idź do niego, a ja się ogarnę. - nakazałam.
- Dobra. - założył koszulkę i wyszedł.
Zrobiłam to samo i po niedługiej chwili zeszłam na dół. Reus zdążył już się rozsiąść na kanapie i nawet nie zauważył, że jesteśmy tuż za nim.
- A ty co tak się rozkraczyłeś jak żaba na liściu. - zaśmiałam się i przestraszyłam biedaka.
- Boże Lea, co się tak skradasz. - powiedział, a ja usiadłam obok niego, jednocześnie machając ręką w geście, żeby Götze po cichu się zmył.
- No nie machaj tak, bo zaraz mi się oberwie.
- Sorry, coś lata, jakaś mucha chyba. - kłamałam. - Coś zimno, chyba drzwi niedomknięte, sprawdzę. - poszłam w kierunku wyjścia, udałam że zamykam drzwi, a tak naprawdę wyszłam na moment.
- Czekaj. - szeptałam.
- Już myślałem, że puścisz mnie tak bez pożegnania. - mówił cicho.
- Dobrze myślałeś.
- Ale noo..!
- Cicho.
- To chodź tu do mnie. - wołał, a ja posłusznie podeszłam.
Oparł mnie o drzwi samochodu.
- Matko, te auto chyba z zamrażalki wytrzasnąłeś. - zadrżałam z zimna.
- Możliwe, ale za to Ty zawsze ogień w sobie masz. - złożył delikatny, subtelny pocałunek na moich ustach.
- Dobra, dobra. Spadaj już. - 'odkleiłam się' od autka.
- Pa.
- Szerokiej drogi, wąskich zakrętów. - powiedziałam na odchodne, i weszłam do cieplutkiego domu.
- Gdzie byłas? - zapytał braciszek.
- Na huśtawce.
- A Mario gdzie?
- Już dawno w domu, a co?
- Bo jego samochód stał przed domem.
- Zostawił, wiesz po piwie się nie jeździ. - odparłam.
- Słyszałem dopiero jak odjeżdzał.
- No kur*a , mieszkamy na dużym osiedlu, a ty myślisz, że tylko u nas samochody jeżdżą?
- Tak.
- Ale to prawda, jakiś frajer zakręcał w naszym wjeździe. - tłumaczyłam.
- Jasne.
- Nie wierzysz mi? Ok, idź sprawdź.
- Nie chcę mi się, idę spać. - poszedł do sypialni. - I Tobie też radzę! - krzyknął jeszcze.
- Yhym. - także podążyłam na górę.
- Erotycznych snów. - powiedział donośnie ze swojego pokoju.
- Mówisz sam do siebie? - zapytałam.
- Do Ciebie. - krzyczeliśmy.
- Ok, to erotycznych. - zaśmiałam się.
- Dzięki. - wybuchnęliśmy śmiechem.



*



Następnego dnia:
Obudziłam się ze smile'em na twarzy, a nie mam pojęcia czym to było spowodowane. Zeszłam na dół, a tam Reus cały w skowronkach.
- Ty nie śpisz? - zdziwiłam się.
- No nie.
- Dziwne, ale domyślam się dlaczego. - zaśmiałam się.
- To dlaczego?
- Jaki sen?
- Żaden.
- Jasne.. Przyznaj się. - mówiłam.
- +18. - odpowiedział roześmiany.
- Wiedziałam! Na dodatek Marco Reus w roli głównej.
- Ee, nie. Ty. - zażartował. - Zaraz, zaraz rozmawiamy o mnie, a ktoś tu się szczerzy. - zauważył.
- Aa, bo Mario wpadł do kibla. Myślałam, że serio, a tu się budzę. - zaczęliśmy się śmiać.
Wyciągnęłam telefon i napisałam sms'a do Götze'go.

"Przyjedź do nas i udawaj, że przyszedłeś po samochód, Reus nic nie wie :D"

Po chwili odpisał:

"Zaraz będę."

Dosłownie za dwie minuty był. Poszłam otworzyć drzwi.
- No czeeeść. - szczerzył się.
- Hej.
- Kto to? - spytał blondyn.
- Ja. - powiedział nie kryjąc banana na twarzy.
- Po auto. - dodałam.
- Siema. - przywitali się po swojemu.
- To co, teraz na trening?
- No, dobrze że jesteś. Zabiorę się z Tobą. - powiedział Reus.
- Spoko, spoko. Lea jedziesz z nami?
- Nie dzięki. Już mam dość tych treningów. - odmówiłam.
- Byłaś tylko na jednym. - zaśmiali się.
- I o jeden za dużo. - odparłam.
- Dobra nie zmuszam. Chodź Marco. - wyszlli, a ja stałam w drzwiach. - Narka.
- Ten samochód wczoraj stał inaczej. - zauważył.
- Coś Ty? Wszystko tak samo, co do milimetra. - wciskałam kit.
- Zwidy masz i tyle. - skomentował także brunet.
- Może i tak. - powiedział z rezygnacją w głosie.
Oni poszli, a ja postanowiłam urządzić sobie mały chillout'cik. Czyli: sofa, laptop, telewizja, chipsy, żelki i piwko Tak to dobry plan. Zaczęłam od usadowienia siebie wygodnie na kanapie, następnie piloty w ruch i włączyłam sobie jakieś kanały muzyczne. Potem laptop na kolana i ... nie dosięgam do przekąsek. Więc jeszcze raz, odłożyć przenośny komputer, wyciągnąć ręce i sięgnąć po smakołyki. Znowu te urządzenie, które umożliwia siedzenie bez liku na facebook'u. Odpaliłam przeglądarkę, 'fejsa', na którym nie byłam x czasu. Miałam zaproszenie do znajomych od niejakiego Dawida Bednarka. Kojarzyłam to nazwisko, ale dopiero po jakimś czasie przypomniałam sobie kto to, mianowicie mój kumpel z klasy, jeszcze z Polski, czyli ostatnimi czasy widziałam go ponad 10 lat temu. To sobie typek o mnie przypomniał. Będę miła i zaakceptuję go, bo kiedyś zawsze się razem bawiliśmy, oczywiście nie sami, iż była jeszcze Julka i Kamil. Szczerze mówiąc nie tęsknie za mieszkaniem w Polsce, wolę Niemcy i kochany Dortmund. Nawet nie zauważyłam, że minęły już dwie godziny.. Ba, więcej.
- Hahaha. - usłyszałam śmiechy. Odruchowo zestawiłam puszkę z alkoholem na podłogę.
Nawet się nie odwracałam, tylko dalej oglądałam teledyski zagranicznych piosenek, akurat leciało ''House party''. Dlatego też podwyższyłam głośność tak, abym nie słyszała rozmów kolegów Marco.
- Ścisz to! - krzyknął Reus, a ja minimalnie przyciszyłam telewizor.
- Hej mała. - dosiadł się do mnie Götze.
- Widzisz, że tu miejsca nie ma? - zapytałam.
- Już jest. - położył moje nogi na swoje kolana.
- Ta super.
Po chwili wszyscy rozsiedli się w salonie, chciałam wyjść, ale Mario mi zakazał -,- Chcąc nie chcąc sztucznie przywitałam się z wszystkimi, a byli tam: Lewandowski, Aubameyang, Sahin, Reus, Götze no i ja - Reus xd.
Mario zaczął łaskotać mnie w nogę, za co kopnęłam go gdzieś...
- Auu. - krzyknął nagle, że wszyscy przestali rozmawiać i gapili się na nas.
- Nic się nie dzieje. - zaśmiałam się.
- Oni tak zawsze. - wyjaśnił kolegom mój lokator, a zarazem brat.
I wrócili do drążenia jakiegoś tak tematu, nawet ich nie słuchałam, Götze to samo.
Po chwili ktoś zaczął dzwonić do drzwi, a nikt nie ruszył swoich piłkarskich czterech liter. Ja byłam zmuszona otworzyć. No i przez przypadek trąciłam tą puszkę, przewróciła się. Na szczęście była już pusta.
- Wydało się, kto w tej rodzinie pije. - skomentował rudy-blondyn.
- Spadaj. - rzuciłam.
Otworzyłam drzwi, a tam Bittencourt. Dobrze, że całej drużyny wraz ze sztabem nie zaprosił, zresztą kij go tam wie.
- Wchodź. - powiedziałam.
- Cześć.
Wróciłam na swoje legowisko, bardziej się ściskając, aby zrobić miejsce kolejnemu koledze. Dla wygody ponownie trzymałam nogi na kolanach bruneta.
Ciągle wgapiałam się w ekran telewizora.
I znowu dzwonek do drzwi.
- Pie*dzielę nie idę. - oznajmiłam.
- Otwarte. - darł się.
Do domu tym razem wszedł Langerak.
- Siema. - przywitali się.
- To może ja już pójdę. - powiedziałam, zwalniając miejsce bramkarzowi.
- Zostań, zaraz Jess przyjdzie. - odparł Reus.
- O moja przyjaciółka przyjdzie.. Jak zwykle nie do mnie. - rzekłam. - A tak poza tym, rusz zadziec i przynieś kolegom krzesła. - zaproponowałam.
Ponownie chciałam opuścić grono chłopaków i wyjść, ale znowu Götze zatrzymał mnie, tak że siedziałam mu na kolanach... Wyglądało to dziwnie z innej perspektywy. W międzyczasie doszła Jessica, która usiadła obok Marco..
Dalej rozmawiali, a ten niegrzeczny Götze szeptał mi na ucho.. głupoty.
- Chodź na górę, wiesz po co.
- Chciałbyś.
- No właśnie, chciałbym. - złapał mnie za rękę.
- Ja też dużo rzeczy chciałabym, ale nie mogę.
- Daj przykład. - nadal mówiliśmy bardzo cicho.
- Np. Zejść z Ciebie. - zaśmiałam się. - Jakkolwiek dziwnie to zabrzmiało, wiesz o co chodzi.
- Mhmm.
- Mario! - krzyknęli wszyscy.
- Co? Tak, tak. - odpowiedział, choć nie był świadomy jakie pytanie padło.
- Aha, dobrze wiedzieć. - wybuchnęli śmiechem. - Poza tym to w grupie nie ma sekretów.
- W ogóle to o co chodziło? - zapytał.
- Pytali, czy jesteś debilem. - tym razem to ja się roześmiałam.
- O Matko... Wiedziałaś?
- No, głucha nie jestem. - odpowiedziałam.
- O czym tak myślałeś?
- Ona wie. - wskazał na mnie.
- No powiedzcie.
- To nie dla dzieci. - zaśmiał się.
- Ughh.. - wyjęłam poduszkę, która robiła mi za podpórkę i walnęłam mu w łeb.
- Musisz zawsze mnie bić?
- Mhmm.
- Wredna. - skwitował.
- Ale i tak mnie kochasz. - zorientowałam się, że powiedziałam to głośno.
- Upss. - zaśmiał się.
- Czy my o czymś nie wiemy?
- Wiecie wszystko na bieżąco przecież. - wykręcałam się. - Późno już pójdę spać. - setna próba ucieczki... Nieudana.
- Jest siedemnasta. - oznajmił Sahin patrząc na zegarek.
- Czyli na mnie już czas. - mówiłam.
- Stop!
- Jesteście razem? - zapytała brunetka.
Mario spojrzał na mnie, jakby chciał o to samo zapytać.
W tym samym czasie, Leo stwierdził, że musi już iść i poszedł.
- Odpowiecie?
- Nie wiemy. - odpowiedział za mnie, ale to prawda.
- Ciekawe.. - Lewy powiedział coś Mario na ucho, ale ja jakimś cudem nie usłyszałam.
Götze wstał ze mną na rękach, odszedł kawałek od sofy, obkręcił się i z powrotem usiadł.
- Nie ogarniam. - powiedziałam.
Gdy znowu siedzieliśmy w tych samych pozycjach, przycisnął mnie do siebie. To wyglądało, tak jakby chciał mnie uśpić. Na dodatek dał mi buziaka w policzek.
- Ee, tam. W policzek to Ty nawet chłopaków możesz całować. - skomentował Langerak.
- Kiedyś za to, miałbym wpier*ol. - zaśmiał się.
- Hahahahahaha. - zaczęli się śmiać.
- No, ale serio.
- Potwierdzam, wiem coś o tym. - poparł go Marco...




*



Chłopaki już poszli, no nie wszyscy, bo Mario został. Grali z Reus'em w fifę. Ja wraz z Jess siedziałyśmy w kuchni, popijając herbatkę i cicho rozmawiając.
- Wy serio nie wiecie, czy jesteście razem? - zapytała.
- Ta..
- A kochasz go? - zapytała, a ja przytaknęłam twierdząco głową, jednocześnie bawiąc się łyżeczką.
- Co to się porobiło.. Lea i Mario. Nie prawdopodobne, a jednak. - zaśmiała się, ale po chwili mina jej zmarniała. - Wiesz.. Bo ja też powinnam Ci coś powiedzieć. - zaczęła, a ja spojrzałam na nią. - Chyba się zakochałam.
- Powiedz szczerze... W Marco? - wypaliłam.
- Nie zabij mnie tylko. Tak. - odpowiedziała.
- Przecież wiesz, że ja nie stanę wam na drogę. Nie mam nic do tego, wręcz przeciwnie cieszę się! - powiedziałam co myślałam. - No ale...
- Ale? - przeraziła się.
- Spokojnie. Po prostu odwiedź mnie czasem. -  zaśmiałam się.
- Masz to jak w banku. - przytuliłyśmy się.
- No to bierz się za siebie i działaj, bo Ci ktoś księcia sprzed nosa sprzątnie. - zażartowałam.
- Niby kto? - zdziwiła się.
- Napalone fanki... Uwierz jest ich mnóstwo. - roześmiałam się.
- Domyślam się. - w wyśmienitych humorach, dołączyłyśmy do chłopaków...




*****************
Piętnastka napisana!
Mam nadzieję, że choć troszkę się udała. :)
Czytacie to jeszcze? Tak szczerze.
Serio mówiąc, to moim zdaniem te opowiadanie jest moim najlepszym.
Przerzucam na nie mój cały dobry humor/głupotę :D
Jak jestem rozbita, a czasem tak bywa, 
to nie potrafię tu nic napisać xd
Piszę wtedy, gdy wpadnie mi coś głupiego do głowy ;>
Dobra, dość zbędnego pitolenia.
Zapraszam do komentowania i czytania tego 
oraz:
Pozdrawiam.
Juliana ;*

poniedziałek, 4 listopada 2013

14.

[ - Może się powtórzę, ale Kocham Cię. - powiedział cichutko.
Uśmiechnęłam się delikatnie... ]


- Nic nie powiesz? - zapytał.
- Chciałabym, ale nie potrafię. - szepnęłam.
- Hmm? - nie rozumiał.
- No nigdy tego nie mówiłam, nikomu. - nadal mówiłam cicho, ale tak, żeby dało się usłyszeć.
- Mogę Ci pomóc.
- Eee, jak? - tym razem to ja nie rozumiałam.
- Po prostu mów czy tak, czy nie. - powiedział, a ja przytaknęłam.
- Masz mnie dość?
- Czasem. - zaśmiałam się.
- Nie chcesz mnie widzieć?
- Nie.
- Lubisz mnie?
- Nie. - szczerzyłam się.
- Głodna jesteś?
- Trochę.
- Mam zrobić kolację?
- Potem.
- Ok.
- Jesteś alkoholiczką?
- Nie. - śmiałam się.
- Emm... Kochasz mnie?
- Nie, znaczy... Chyba. - spuściłam wzrok.
- Czyli mam szanse?
- Nom. - po tej odpowiedzi, lekko się zawahał, ale pochylił się nade mną (nadal leżałam mu na kolanach) i złożył na moich ustach delikatny pocałunek, odwzajemniłam gest, dając chłopakowi do zrozumienia, że mi także na nim zależy.
- Co na kolację? - odkleiłam się od niego.
- Ty. - zaśmiał się.
- Ale serio jeść mi się chcę. - nawijałam.
- W sumie mi też.
- To chodź. - pociągnęłam go za rękę do kuchni. - Co ty tu masz. - otworzyłam lodówkę. - Człowieku co ty jesz? Tu prawie nic nie ma.
- Było... Rano.
- Super, no to głoduj, a ja spadam do domu.
- Nie idź, już wiem! - krzyknął nagle.
- Oświeć mnie. - odparłam.
- Zróbmy naleśniki. - zaproponował.
- A mąkę masz?
- No tu w szafce. - wyjął.
- Już myślałam, że palniesz coś nie na temat. Ty tak potrafisz. - zaśmiałam się, gdy rozrabiałam ciasto.
- Ach tak? To niby kiedy coś powiedziałem nie tak?
- Ciągle tak mówisz. - rzekłam.
- Ja?
- No ty!
- Grabisz sobie. - podszedł bliżej.
- Grabić to można liście. - mruknęłam.
- Słyszałem.
- Super. - uśmiechnęłam się sztucznie.
- Mam basen i nie zawaham się go użyć. - groził mi.
- Jej, nie wiedziałam, a ja mam mąkę i też się nie waham, patrz. - sypnęłam mu w twarz.
- O nie. - wziął mnie znienacka na ręcę i niósł w stronę tylnych drzwi.
- Kur*a nie zrobisz tego! - krzyczałam.
- Nie bądź taka pewna.
- Nie, nie, nie proszę. - piszczałam, gdy wisiałam już nas basenem, dosłownie.
- Nie zasługujesz na litość, czeka Cię cieplutka kąpiel.
- Dochodzi 23, jest zimno, a ty chcesz żebym była chora i nie wychodziła z domu? - "oburzyłam się."
- Chcę, żebyś miała nauczkę.
- Ale ja już za dużo razy łaziłam cała mokra, przez ten twój piep*zony basen!
- Dobra odpuszczam DZISIAJ, bo mi Ciebie szkoda. - zaśmiał się.
     Wróciliśmy do kuchni, skończyłam robienie naleśników, najedliśmy się i tyle.
- Narka. - powiedziałam i kierowałam się w stronę drzwi.
- Stój!
- Czy ty zawsze musisz mnie zatrzymywać?
- Noooo. - szczerzył się. - Przecież Cię nie puszczę o tej porze do domu.
- To mnie zawieź. - odparłam.
- Nie, dziś zostajesz ze mną.
- Chyba Cię Pan Bóg opuścił chłopcze. - zaśmiałam się.
- I tu się mylisz dziewczynko. - poczochrał mi grzywkę.
- Ja Ci dam dziewczynko, dzieciaczku!
- Ok, w sumie mogę być i dzieckiem, ale i tak zostajesz.
- Chciałbyś.
- Właśnie chciałbym, dlatego idziemy na górę. - zarządził.
- Jasne  i co jeszcze ciekawego powiesz? - totalnie zignorowałam jego słowa.
- Nie dyskutuj ze mną młoda.
- Tak jest mniejszy szeregowcu! - miałam z niego bekę.
- Ja Mario melduję, że ta oto niewiasta coś do mnie mówi, ale wcale jej nie słucham.
- Rzeczywiście śmieszny jesteś. - rzekłam ironicznie. - Nie no serio, albo mnie zawieziesz albo idę sama.
- Dobrze, chodź. - sięgnął po kluczyki od samochodu i razem udaliśmy się do tego pięknego Astona Martina DB9.





*~Miesiąc później~*
Przez te kilka tygodni, nieco się zmieniło, mianowicie mam inną fryzurę. No, a jeśli chodzi o Mario, to nie jesteśmy razem, ale przez ten czas zrozumiałam, że jest dla mnie ważny. Boże.. jeszcze kilka lat temu bym nawet nie pomyślała, że się zakocham w tym debilu. No cóż zdarza się...





Retrospekcja:
[gimnazjum]
- Mario debilu, wyrzuć to! - krzyczałam, gdy ten chodził z obrzydliwym pająkiem w ręku i jak zwykle mi dokuczał.
- Patrz Lea jaki on fajny, taki włochaty, wymiękasz? - podszedł do mnie.
- Fuuuu. - strzepnęłam mu spider'a z ręki. - Boże gdzie on jest? - panikowałam.
- Siedzi Ci na ramieniu. - powiedział całkiem poważnie.
- Coo!? Zabierz go. - darłam się wniebogłosy pod budynkiem szkolnym, a Marco z Mario się ze mnie śmiali.
- A co tu się dzieję? - ze szkoły akurat wychodziła wychowawczyni bruneta.
- Lea się boi takiego malutkiego stworzonka. - pokazał nauczycielce.
- Wy młodzież, tak dziwnie okazujecie uczucia. - skwitowała. - I nie strasz Lei, bo nic Ci nie zrobiła, to dobra dziewczynka. - powiedziała i poszła.
- Do czasu. - mruknął młody Götze.
- Słucham? - zatrzymała się. - Mówiłeś coś?
- Nie, nic.
- Do widzenia. - odparła.
- Do widzenia. - odpowiedzieliśny chórem.
- Tak na marginesie, jesteś idiotą number one jakiego kiedykolwiek spotkałam. Już Marco fajniejszy. - powiedziałam i strzeliłam "focha". - A i dziś się do mnie nie odzywaj!
     Resztę godzin w szkole go olewałam. Codziennie się kłóciliśmy za byle co i zawsze na tej samej przerwie czyli najdłuższej. To nasza tradycja.  Nie miałam innych przyjaciół, ale na szczęście rok póżniej do mojej klasy doszła Jess, z którą od razu się zaprzyjaźniłam. Spędzałyśmy ze sobą mnóstwo czasu, jednak nigdy nie należała do naszej paczki w składzie; Ja, Marco i Mario, którego szczerze nie lubiłam, a dużo z nim dyskutowałam.






Teraźniejszość:
*~Marco~*
Bardzo polubiłem i dobrze poznałem Jessicę, jest świetna po prostu. Miła, wyluzowana, no i przede wszystkim z poczuciem humoru. Teraz nie patrzę na nią jako kumpelę mojej siostry tylko jak na swoją przyjaciółkę, jak na razie. Jestem strasznie ciekawy reakcji Lei, co powiedziałaby na to, gdybym jej się wypaplał, no ale cóż na razie poczekam.





*~Lea~*
Strasznie nudziło mi się w domu, ale gdy ktoś zadzwonił do drzwi, leciałam jak głupia, żeby je otworzyć.
Okazało się, że to Jess.
- O hej! Boże, ratujesz mnie od tej szarej rzeczywistości. - przywitałam ją.
- Sorry Lea, jest może Marco? - zapytała, a ja wywaliłam gały na wierzch.
- Maaaaaarco białasie, masz gościa. - krzyczałam.
- Kto przyszedł? - od krzyczał. - Aa Jess, siemka. - uśmiechał się.
- Czy ja o czymś nie wiem? - stałam i gapiłam się, to na Marco, to na Jessicę.
- No nie patrz się tak. - powiedziała brunetka.
- A wiesz jak to wygląda z mojej perspektywy? Tak LOL! 
- No ja nie mówię, kto taki leżał u MOJEGO PRZYJACIELA NA KOLANACH! - podkreślił cztery ostatnie słowa.
- Dobra, uroczo wyglądacie wy mordki moje! - zaśmiałam się. - No idźcie na tą randkę, bo widzę Reusik, że z "Nieprzewidywalną" nie wyszło. - dodałam.
- No właśnie. - wybuchnęli śmiechem.
- Coś nie tak?
- Nie, ale nie obraź się, że tu zostaniemy.
- Nie no spoko, ja też mam plany na dziś. - ucieszyłam się.
"Ku*wa ja nie mam żadnych planów!" - mówiłam do siebie w myślach.
- A to baw się dobrze. 
- No tak, tylko pójdę się wypindrzę, trzeba jakoś wyglądać c'nie? - gadałam głupoty, co nieźle mi wychodziło.
- Gdzie się wybierasz?
- A no tu i tam... Nie wiem! Spontan Woohooo! - wymachiwałam dziwnie rękami.
- Brałaś coś?
- No co wy? Pff, ja!? Nigdy, lubię machać, nie wiedzieliście? 
- Nie.
- Dobra, zasady chyba znacie? - zapytałam.
- Jakie są? - zaśmiał się Marco.
- No wiecie.. łóżka nie rozwalcie, i w ogóle założyłam tam monitoring jakby co, więc wszystko będę miała nagrane, zresztą w łazience, salonie, kuchni i wszystkich pomieszczeniach oprócz mojego pokoju są kamery, świetnie ukryte przeze mnie. Nic się nie umknie, jak wrócę to zobaczę, czy byliście grzeczni. - rozgadałam się.
- Skończyłaś?
- Nie, jeszcze.. a tam. Tak skończyłam! - było mi gorzej, chyba.
- Dziękujemy za rady! Też Cię kochamy. - zaśmiała się przyjaciółka.
Ja pobiegłam się jeszcze przebrać i ogólnie poprawić makijaż i te sprawy.
Zeszłam na dół, gotowa do wyjścia.
- Narka, idę do mojego chłopaka, którego nie mam, jeszcze! - pożegnałam się.



*



     Jak można było się domyślić, poszłam do Mario. Drzwi otworzył mi uśmiechnięty brunet, nie odezwałam się i nie czekając na reakcję, szybko zarzuciłam ręce wokół jego szyi i wpiłam się w jego usta. Panowały nade mną emocje, ale to chyba dobrze, bo udowodnię tym, że też mam uczucia. Chłopak odwzajemniał moje gesty. Nie poznaję samej siebie! W końcu oderwał się ode mnie, oznajmiając, że:
- Moja rodzinka złożyła mi wizytę i siedzą w salonie. - mówił cicho.
- Kurcze, weź się wymknij na chwilę, powiedz, że idziesz do sklepu po coś czy co. - doradziłam mu.
- Dla Ciebie wszystko. - zamknął drzwi chwilowo. - Idę do sklepu, bo chleba nie ma, chcecie coś? - wszystko było słychać na dworze.
- Przecież masz chleb? - to chyba jego mama.
- Resztówka, niedługo będę, nie uciekajcie. - zaśmiał się i wrócił do mnie.
- Po chleb. Hahaha. - śmiałam się.
- No co? Wymyśliłabyś coś lepszego?
- Jasne, gdybyś Ty wiedział ile nazmyślałam w domu, zanim tu przyszłam. Jessica siedzi u mnie w domu. - powiedziałam.
- Zostawiłaś ją?
- Nie, ona przyszła do Reus'a. - odparłam.
- Żartujesz?
- Właśnie nie.
- Szykuję się jakiś związek? - zapytał.
- Nie wiem, nie wygląda, ale może... Jak coś to nawciskałam im bajeczki, że kamery są w całym domu i potem wszystko obejrzę. - zaśmiałam się.
- Niedobra ty! - szliśmy do sklepu.
- Wiesz co? Idź kup ten chleb.
- No wiem i jeszcze chipsy dla młodego. Widzisz jak mnie wykorzystują?
- Biedaczek. - udałam przejętą.
- Zaraz wracam. - pobiegł do sporzywczaka.
Po kilku minutach wrócił.
- Chodź gdzieś. - odparł. - W domu powiem, że kolejka była. - zaśmiał się.
- Krótki spacer?
- Może długi?
- Nie no, rodzina przyjechała. Zaraz Cię muszę odstawić do domu. - naśmiewałam się.
- A weź przestań. - rzekł. - Dobra mniejsza, teraz mi wytłumacz, co to było?
- Ale co?
- Te milutkie powitanie.
- To źle? - spytałam.
- Wręcz przeciwnie, ja mogę tak ciągle. Pokazać?
- Potem. - powiedziałam.
- Okej. - ucieszył się.
- To leć ugość rodzinkę. - powiedziałam, gdy byliśmy prawie pod domem Mario.
- Weź jeszcze raz! - poprosił.
- Co?
- No wiesz. - zaśmiał się.
- Proszę. - pocałowałam go delikatnie w usta.
- Potem wpadnę. - przesłał mi buziaka w powietrzu.



*



Było jakoś przed 21, a tamci nadal siedzieli w salonie. Nie przeszkadzałam im, tylko z nudów siedziałam na schodach. Nie podsłuchiwałam, oni po prostu zbyt głośno mówili.
- Wiesz, że ona tam siedzi na schodach? - zaptał blondyn swoją towarzyszkę.
- Hah wiem. - odpowiedziała rozbawiona.
- Wołamy ją?
- Tak, jest zbyt samotna. 
- Kto samotny? - zeszłam do nich, żeby nie było, że słucham.
- No ty. 
- Ja? Chyba was głowa boli... Ja i samotność, kto to słyszał? - wypierałam się.
- To co robiłaś, sama na górze?
- Oglądałam nagrania z monitoringu. - zmyślałam.
- To gdzie je masz?
- Wywaliłam przez okno na podwórko sąsiadów, a tam zabrał je pies i pobiegł gdzieś daleko. A dlaczego pytacie, nie macie życia prywatnego?
- No jak widać nie, Twoje życie jest takie interesujące. - zaśmiał się Reus.
- Nie mogłoby być inaczej. - powiedziałam i rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi. - To pewnie do mnie. - poszłam otworzyć.
- Ona coś brała. - stwierdzili.
Otworzyłam drzwi, a tam Götze.
Tak samo jak ja wtedy, z samego wejścia zaczął mnie całować.
- Kto to? - zapytał Marco.
- No przecież mój narzeczony. - krzyknęłam, a chłopak próbował nie wybuchnąć śmiechem.
- Może nam go przedstawisz?
- Jasne. Poznajcie Franklina mojego przyszłego męża. - miałam bekę z siebie.
- Cześć, jestem Franklin, dla znajomych Franuś i jestem piłkarzem lepszym od tego Reus'a czy jak mu tam. - zmienił głos.
- A tak na poważnie to idźcie sobie gdzieś i nie wracajcie do północy. - powiedziałam.
- Mi pasuje. - stwierdził Mario.
- Dobrze, ale pamiętajcie dzieci, jestescie za młodzi na niańczenie dziecka. - odparł Reus. - Łoo Franuś niezła fura, za ile kupiłeś?
- Był na przecenie, ale drogi, całe 5 euro mnie to kosztowało, czyli calutka wypłata Reus'a. - odpowiedział.
- No to było się licytować tak, żeby za 1 euro kupić.
- Następnym razem będę pamiętał.
- Mam nadzieję, to Pa. - wyszli.
- To co robimy, narzeczono? - zaśmiał się.
- Pogadajmy o traktorach. - śmiałam się.
- No nie. Kunegundo zlituj się.
- Jeszcze raz tak powiesz to wylecisz z tego domu. - powiedziałam stanowczo.
- Przepraszam najdroższa. - pocałował mnie w ręke.
- Może być, ale wolę Mario tego prawdziwego idiotę. - wyznałam.
- Takiego? - wziął mnie na ręce, a ja owinęłam nogi wokół jego bioder.
- Mhmm.
- Fajnie co? - zaśmiał się.
- Mhmm. 
- To wkurzające. - skwitował.
- Mhmm.
- Lea nooo!
- Teraz wiesz co wtedy czułam. - odparłam rozbawiona... 






*******************
Mam nadzieję, że przypadnie wam do gustu czternastka.
Na razie dodaję w surowym stanie, czyli bez porządnej czcionki, dośrodkowań itd...
Jutro jak wbiję na kompa to to poprawię :-) 

Pozdrawiam.
Juliana.


niedziela, 20 października 2013

13.

*

- O mój Boże.. - zdziwił się.
- Co nie spodziewałeś się mnie? - zapytałam.
- Nie o to chodzi, co się stało?
- Chris. - wymamrotałam. Przytulił mnie, a ja potajemnie roniłam łzy.
- Zabije chu*a. - mruknął. - Coś Ci zrobił? - zapytał po chwili, gdy siedzieliśmy już w salonie.
- Nie. - skłamałam i schyliłam głowę.
- Nie? A to co? - odgarnął mi włosy z twarzy. A jednak zauważył siniaka na skroni. - Pobił Cię?
- Raz uderzył, bo powiedziałam, że z nami koniec.
- No to sku*wiel nie będzie miał życia w Dortmundzie, ani na świecie. - zdenerwował.
- Daj mu spokój!
- Tak? I nadal będzie bił niewinne dziewczyny?
- A rób co chcesz. - westchnęłam.
- Yhymm. A jeszcze coś. Dlaczego z nim zerwałaś?
- Kolejny babiarz... Dupek chciał mnie zaliczyć. - powiedziałam i położyłam głowę na kolanach Mario.
- Nie był Ciebie wart. - odparł cichutko, ale i tak słyszałam.
Mu chyba serio na mnie zależy... A ja tego nie doceniam. Zaczął głaskać mnie po włosach...
- Aaaa Mario idę na randkę! - do domu wpadł uradowany blondyn. - Ups, chyba przeszkadzam. - zauważył mnie. - Poza tym, ja Cię już w ogóle nie rozumiem. Myślałem że kochasz moją siostrzyczkę, a Ty już za inną się bierzesz. - mówił.
- Cześć debilu. - odwróciłam głowę w jego stronę.
- O blondi, co ty tu robisz?
- Nie ważne. - odparłam.
- Z kim na tą randkę idziesz? Z "Nieprzewidywalną"? - zapytał z uśmiechem, Götze.
- Noo. - wyszczerzył się.
- A wiesz jak ona wygląda?
- Nie, ona też nie wie jak ja. - wytłumaczył.
- A to jakiś pasztet. - zakpiłam.
- Pasztet to masz w lodówce, młoda.
- Jasne, stary.
- Dobra za dużo o mnie. Mówcie co u was? - zaśmiał się.
- U nas? - zdziwiłam się.
- No u nas, wspaniale. - powiedział Mario, za co dostał ode mnie kuksańca w bok.
- Nomm i tego. - chciałam zmienić temat, ale nic nie przychodziło mi do głowy.
- A ten Chris? To co?
- Nic, nie jestem z nim już.
- Bo woli mnie. Proste i logiczne. - wtrącił brunet.
- Właśnie. - próbowałam nie wybuchnąć śmiechem, ale co prawda to prawda.
- Serio? Coś wam nie wierzę.
- Dlaczego?
- Bo Mario się nie pochwalił. - zaśmiał się.
- Kochanie, czemu mu nie powiedziałaś?
- A to ja miałam? - zapytałam, a on mnie znienacka pocałował.
- Mhmm.
- Ekhem, ja tu jestem.
- Wiemy.





«Marco»
Gdy wszedłem do domu mojego przyjaciela, bardzo mnie zdziwiło, że zastałem tam Leę. Normalnie szok, ostatnia osoba, którą mogłem się spodziewać. A nie, ja się nikogo nie spodziewałem. Aleeee. Fajnie jakby byli razem, bo coś im nie wierzę. Udawali jak nic. Tak czy siak, dałem im czas, aby mogli posiedzieć we dwójka, a ja jak najszybciej chciałem dojechać do domu, szykować się na randkę. Byłem strasznie podekscytowany, a zarazem zżerała mnie ciekawość. Myślałem o tej dziewczynie, jak wygląda? Czy jest fajna? Jakaś zamuła? Czy jak to Lea powiedziała "pasztet"? Oby nie...
     Gdy byłem już wpełni gotowy, powoli, powoli wyszedłem z domu, wsiadłem do auta i ruszyłam do kawiarni, w której mieliśmy się spotkać...
     Tam było troszkę ludzi, jednak usiadłem sam, bo nie wiedziałem gdzie jest i jak wygląda "Nieprzewidywalna". Stolik dalej, zauważyłem przyjaciółkę mojej siostry, z nudów dosiadłem się.
- Hej. - powiedziałem.
- O Marco, co tam?
- Chyba dobrze. - odpowiedziałem.
- Chyba? - dociekała.
- Noo, miałem się z kimś spotkać, ale chyba ta osoba nie przychodzi. A u Ciebie? Jak tam?
- To samo. Dosłownie. - odarła.
- A na kogo czekasz? - zapytałem.
- Na kolegę, ale kompletnie nie wiem jak on wygląda..
- Czekaj, czekaj. - olśniło mnie. - Chcę się upewnić..
- Hmmm?
- Nieprzewidywalna?
- Tak, a ty to Woody?
- Noo. Omg, świat jest mały.





«Lea»
- Co robimy? Bo zaraz spadam. - oznajmiłam.
- Nieeeeeee!
- Co nie?
- Nie spadasz!
- To pójdę.
- Nieee pójdziesz!
- Pobiegnę.
- Nie pobiegniesz!
- Mario noooo. - zawyłam.
- Słucham Ciebie? - zaśmiał się.
- I tak idę. - powiedziałam stanowczo i kierowałam się w stronę drzwi.
- NIE! - krzyknął, podbiegł do mnie i pociągnął mnie za rękę.
- Będziesz mnie tu trzymał?
- Mhmm.
- I co?
- Mhmm.
- Götze!
- Mhmm.
- Powiesz coś innego?
- Mhmm.
- To powiedz.
- Mhmm.
- Nie denerwuj mnie, kuź*a!
- Mhmm. - mruknął, za co dostał ode mnie z liścia. - Ałłł. - złapał się za policzek.
- Nadal tak będziesz tak mruczał? - wkurzyłam się.
- Mhmm. - tym razem, ledwo powstrzymywał śmiech.
- Jesteś największym debilem, tego debilnego świata!
- Mhmm. - śmiał się.
- Spodobało Ci się?
- Mhmm. - zwijał się ze śmiechu, a ja postanowiłam przemilczeć.
     Poszłam do kuchni po coś do picia. Najlepiej zimnego. Znalazłam tylko jakąś czystą, Jack Daniels'a, sok i piwo. Oczywiście wzięłam browara. Usiadłam z powrotem na kanapie, otworzyłam procentowy napój i powoli go sączyłam. W pewnej chwili Mario położył się tak, że głowę miał na moich kolanach, wpatrywał się we mnie.
- No sorrkii... - jęczał.
- Nie pójdę Ci po piwo. - pokazałam mu język.
- Taa super, ale nie o to chodziło.
- Jasne. - mruknęłam.
- Powiedzieć Ci?
- No ciekawa jestem...




«Marco»
Rozmawialiśmy dłuuuugo. Przyznam, że jeszcze bardziej polubiłem Jess. Wcześniej za bardzo nie zwracałem na nią większej uwagi, ale to się chyba zmieniło. Fajna, zabawna, no i śliczna. Nie wiem co będzie dalej, ale wydaję mi się, a raczej to jest faktem, że się zaprzyjaźniliśmy. Po spotkaniu odwiozłem ją do domu, a ona pocałowała mnie w policzek. To mi się podoba.





«Lea»
- Może się powtórzę, ale Kocham Cię. - powiedział cichutko.
Uśmiechnęłam się delikatnie...




************************
13 ;D
Nie wiem czy wyszedł, ale oceńcie! ;*
Komentujcie ! xD
Pozdrawiam.
Juliana.

sobota, 5 października 2013

12.



( Tydzień później )
     Teraz wszystko jest po staremu. Ugadałam Mario i został, ale nie jestem z nim, nawet przedłużył kontrakt z Borussią...
     A ja... Nadal kocham Chris'a ... Yyyy, Mario chyba też. Przynajmniej tak mi się wydaję. Ja to zawsze muszę mieć poje*ane życie. Chyba taki mój los. Jak tak, to chętnie sprzedam, ktoś chętny? Taaa. Pewnie nie jedna laska -,- Czyli  nie ja.
     Aktualnie wracam do domu z uczelni, potem jedziemy z Reus'em do rodziców, no a wieczorem idę do Chris'a. Tak więc dzień mam w miarę zaplanowany... Najgorsza pogoda, czuć że idzie zima. Zimno mi nawet w domu pod kocem.





*



     W końcu doszłam do upragnionego i mam nadzieję ciepłego domciu, tam zastałam.. Zresztą wiadomo. Papuszki nierozłączki.
- Siema geje. - odezwałam się.
- No cześć, dziunia.
- Gdzie? - zdziwił się blondyn.
- Nigdzie. - powiedziałam. - Ty downie - zwróciłam się do Mario. - Najpierw do mnie startujesz, a teraz wyzywasz, tak?
- Nawet nie wspomnę, kto zaczął. - powiedział.
- Czekaj, czekaj. Kto do kogo zarywa? - przerwał Reus.
- Nikt do nikogo. - odparł Goetze.
- Wstydzisz się mnie? Nie przyznajesz się nawet własnemu przyjacielowi? - zaczęłam grać jak aktorka.
- Coooo? - wywalił gały 'rudy'.
- Nie wstydzę się, kochanie. - objął mnie w pasie.
- Nie pozwalaj sobie. - powiedziałam pod nosem, ale tak, aby usłyszał.
- Czy ja mam zaćmę?
- Nie masz, przyjacielu. - zaśmiał się mały.
- Chyba jednak mam.
- No coś Ty. Twój kumpel sobie z Ciebie jaja robi. - wytłumaczyłam.
- Jasne zawsze na mnie! Ona zaczęła...
- Mówiłam to kiedyś, ale się powtórzę: Ja zaczynam, to Ty nie kończysz, rozumiesz? - odparłam.
- Starczy, dzieci! - krzyknął Marco.
- Odezwał się dorosły. - parsknęłam.
- Na wszelki wypadek, jakbyś nie wiedziała. Jestem od Ciebie starszy o calutkie cztery lata, maleńka. - powiedział duży...
- Ja też.
- Tak? A ja zawsze myślałam, że jesteś młodszy o dwa lata. - udałam zdziwioną.
- Śmieszne. - powiedział ironicznie.
- Wiem. - powiedziałam. - A Mario mam do Ciebie prośbę. - przypomniałam sobie.
- Dla Ciebie wszystko. - odparł, ale nie wiedział na co idzie.
- Weź, daj mi swoje zdjęcie, bo tata składa rower i nie wie jak wygląda pedał. - powiedziałam, a Marco już zwijał się ze śmiechu.
- Skąd Ty bierzesz te teksty? - zapytał Reus, powstrzymując się od śmiechu.
- Kupuję co jakiś czas na przecenie w biedronce.
- Skończyłaś? - zapytał podirytowany.
- A co 'Gecuś' nie sprzedali Ci? - zaśmiałam się.
- Ja nie czekam na przeceny...
- Och, naprawdę? Ja tak. - odarłam.
- Ej, a wy nie mieliście przypadkiem jechać do rodziców? - próbował zmienić temat.
- Mam dowód, że jesteś gejem! - krzyknęłam uradowana.
- A bo?
- Powiedziałeś 'Ej' , a tak mówią tylko ludzie o innej orientacji. - wytłumaczyłam.  
- Może wystarczy? - powiedział Mario.
- To jak? Dasz mi to zdjęcie? - szczerzyłam się.
- Jasne, podginam kiecę i lecę. - odparł sarkastycznie.
- To super. - zaśmiałam się.




*



     Dojechaliśmy już do rodziców, wysiedliśmy z auta i ruszyliśmy w stronę drzwi.
- Ty pukasz. - odparł blondyn.
- Ty.
- Ty.
- Zresztą po jakiego kija, pukać? Wchodzimy. - zarządziłam.
- Dobra. Ty otwórz.
- Debil.
- Czemu?
- Bo do własnego domu boisz się wejść.
- Nie boję się, tylko chcę uniknąć pytań, typu: 'A gdzie Caroline?'
- W dupie. - zaśmiałam się.
- Okej. - on też parsknął śmiechem. - Wchodź pierwsza. - po chwili spoważniał.
- Dobra. - otworzyłam drzwi.
- Oo dzieci, jesteście. - zauważyła nas mama.
- Tak, tak. - powiedziałam.
- Akurat na obiad. - odparła.
- Mniam. - powiedział mi do ucha braciszek, na co ja się zaśmiałam.
- Siadajcie, siadajcie. - popędziła nas.
- A gdzie tata? - spytał.
- Tata poszedł do sklepu. - wyjaśniła. - Ooo już jest. - wyjrzała przez okno.
- Jak tam dzieciaczki? - do domu wszedł ojciec.
- Skąd wiedziałeś, że jesteśmy? - zdziwił się Marco, niczym tępa, farbowana blondynka.
- Samochód mistrzuniu. - powiedziałam.
- Lea ma rację. Zmieniłeś autko, co? - uśmiechnął się.
- Fajne nie? - zapytał z bananem na twarzy, młody Reus.
- Moja krew. - powiedział.
- No ba. - odpowiedział dumnie.
- A jak tam u was? - zmieniłam temat.
- Po staremu.
- Lepiej opowiadajcie, jak tam wasze sprawy sercowe.
- Mamo. - zajęczałam.
- No co? Odpowiedzcie.
- U mnie.. Emm, skomplikowanie. - zaśmiałam się.
- A Marcusiu (czyt. Markusiu) u Ciebie?
- Nie ważne, w ogóle jestem Marco. - odparł oschle, za co dostał ode mnie z łokcia w bok i zaczął się masować po tym miejscu. Twardy łokieć to podstawa :D
- Co się stało? - spytał.
- On nie ma dziewczyny, ani nic. - wytłumaczyłam, a Reus wstał od stołu i oparł się o blad kuchenny. - Sorry. - dodałam po chwili.
- Spoko. Zdradzała mnie. - powiedział bez żadnych emocji.
- Przykro nam. Wydawała się fajną dziewczyną.
- Ta, przy Was i Marco. - rzekłam.
- Mało co się nie pozabijały, jak zostawiłem je raz na chwilę.
- Oj Lea. - zaśmiała się mamcia.
- Oj mamo.





*



Po tej jakże przyjemnej wizycie, Marco odwiózł mnie do Chris'a, a sam pojechał na jakąś randkę, co mnie zdziwiło. Poznali się przez internet. On nieświadomy jak ona wygląda, a ona to samo. Dziewczyna o nicku: 'Nieprzewidywalna' , a Reus jako 'Woody' :D
      Chris mnie ciepło przywitał, a zarazem był trochę dziwny. Poszliśmy do jego pokoju, mieszkał z bratem, którego nie miało być cały dzień i noc w domu.
Siedzieliśmy, rozmawialiśmy, ale w pewnej chwili szatyn zaczął mnie zachłannie całować, nie tak jak zawsze, inaczej. Byłam zdziwiona, bo to nie ten sam spokojny, życzliwy chłopak, którego poznałam. Próbował ściągnąć mi koszulkę, ale go uprzedziłam.
- Co znowu.
- Nie teraz, nie dziś. - wyjaśniłam.
- To kiedy? Po ślubie? - uniósł się.
- Jak będziesz tak nalegał to nigdy.
- Nie kochasz mnie? - zapytał nagle.
- Kocham.
- No to na co czekać.
- Na nic. - chciałam wyjść, ale zdążył mnie złapać za rękę.
- Boli. - odparłam.
- I dobrze.
- Nie znałam Cię od tej strony. Puść mnie zboczeńcu! - krzyczałam, kiedy zaczął błądzić rękami po moim ciele. - Wiesz co? To koniec.
- Coś powiedziała!? - zdenerwował się.
- To co słyszałeś. - za te słowa dostałam w twarz. - Nie wstyd Ci!? - w końcu się mu wyrwałam i wybiegłam z tego domu.



*


Biegłam przed siebie, choć już nie miałam siły. Mój cel, to dom faceta, co nigdy nie podniósłby na mnie ręki.
Zadzwoniłam do drzwi, otworzył mi ON, jak zwykle przystojny, z którego uwielbiam denerwować, ale to nie czas i miejsce na żarty...
- O mój Boże. - zdziwił się...




************************* 12. Wiem, dawno nie dodawałam, ale nie miałam weny, wcaleeee. Dopiero dziś udało mi się napisać coś takiego ;p Wybaczcie, ale jak to się mówi: Lepiej później, niż wcale. * Dziś meczyk :3 Stawiam wygraną, dla BVB. Jak zawsze :D * Jedna prośba: KOMENTUJCIE c; Pozdrawiam, Juliana ;)

niedziela, 15 września 2013

11. ~

...
- No mów!!
- Dobra, już dobra. - powiedział. - Może uznasz mnie za największego idiotę na Ziemii, ale chyba nie powinienem z tym zwlekać.
- Dowiem się w końcu o co chodzi? - zapytałam.
- Nie jest mi łatwo...
- Boże, ale korek. - spojrzałam w tylną szybę, auta.
- Dasz mi dokończyć?
- Proszę.
- Długo i zwięźle, czy krótko i na temat? - zaśmiał się.
- Mario no!
- Okej... - odparł zrezygnowany. - Pamiętasz jak się kiedyś w Tobie bujałem? - przypominał.
- Yhym. Beka. - nie wiedziałam o co mu chodzi. - Czy to jest związane z tematem?
- Tak... Boję się kur*a! - uniósł się.
- Czego?
- Że pożałuje, że Ci to powiem. - odparł.
- Nie rozumiem?
- No bo to uczucie z czasów gimnazjum nadal trwa. - powiedział, a mnie totalnie zamurowało.
On mnie kocha!? To jakiś żart, tak? Jestem w ukrytej kamerze? Zapewne... Nie to niemożliwe.
- Czegóż się najarał? - zapytałam.
- Lea... Ja mówię serio. Zrozum, że darzę Cię tym samym uczuciem co kiedyś, tyle że ono jest teraz większe, dużo większe. - nie no co on papla?
- Jak ty sobie to wyobrażasz, że wskoczę Ci teraz w ramiona i nagle będzie "big love forever"!? - uniosłam się.
- Mario, ja mam chłopaka! - uroniłam jedną łzę, nie wiem dlaczego... Właśnie pokazałam, że nie jestem taka twarda.
- Jak to!? - zdziwił się.
- Tak to. - powiedziałam i wyszłam z samochodu na środku drogi. Tak nadal trwał mega korek. Omijałam wężykiem wszelkie wozy, aż w końcu znalazłam się na drodze dla pieszych. Doszłam do parku, który znajduje się niedaleko mojego domu. Usiadłam na ławeczce. Musiałam to sobie wszystko przemyśleć i poukładać w głowie.




«Mario»
Nie powiem, okropnie zabolały mnie jej słowa, najbardziej, to że ma chłopaka. Niby od kiedy? I dlaczego ja o tym nic nie wiedziałem!? Postanowiłem spotkać się z Marco, tylko nie u niego, bo ona może tam być nie chcę na nią patrzeć. Teraz każde nasze spotkanie będzie zje*ane. Miałem z nią super kontakt i to zepsułem, bo zachciało mi się miłości. Jestem zły na siebie... Zadzwoniłem do Reus'a.
- Halo? - odebrał.
- Stary, możemy się spotkać? - zapytałam.
- Spoko, nie ma sprawy, to u mnie?
- Zaraz będę.
- Ok.

*

Niedługo później byłem pod domem Reus'a.
- No to co tam? - zapytał, gdy już siedzieliśmy w salonie.
- Problem mam.. I to spory.
- Opowiadaj, opowiadaj.
- Chodzi o Leę.
- Co już narobiła?
- Ona nic, za to ja dużo. - odparłem. - Nie uwierzysz, ale powiedziałem jej to... - schyliłem głowę.
- Że ten?
- No...
- I co?
- Dowiedziałem się, że ma chłopaka. - oznajmiłem.
- A jednak... - mruknął.
- Wiedziałeś?
- Nie, za to widziałem go jak ją odprowadzał. Pytałem się, ale ona trzymała się tej wersji, że to kolega ze szkoły... - wyjaśnił.
- Dostałem więc kosza...
- Spokojnie. Zerwie z nim jeszcze w tym tygodniu. - poklepał mnie po ramieniu.
- Co żeś taki pewien?
- Nie widziałeś go, wygląda jak jakiś pedał. - powiedział, a ja się zaśmiałem.
- No nie widziałem na szczęście. - oboje wybuchnęliśmy śmiechem.




«Lea»
Po dwóch godzinach siedzenia w parku postanowiłam wrócić do domu. Na moje nie szczęście, pod domem stało te samo auto, którym miałam przyjemność się dziś przejechać. Chciałam zawrócić, ale gdzie? Zimno mi już było. Weszłam niechętnie do środka, oni siedzieli w salonie, więc szybkim krokiem ruszyłam na górę i zaszyłam się we własnych czterech ścianach. Włączyłam muzykę i postanowiłam dokończyć ten projekt. Po jakimś czasie usłyszałam pukanie do drzwi.
- Jeśli masz zamiar do końca zepsuć mi humor, to spiep*zaj! - krzyknęłam.
- Przepraszam. - do pokoju wszedł Mario -,-
- No i?
- Zapomnij... żałuję, że to powiedziałem. Dobrze by było, jakbyśmy zachowywali się normalnie, jak kiedyś. - odparł.
- Nie chcę mi się z Tobą gadać. - rzuciłam oschle.
- Lea...
- Rozumiesz, wyjdź!
Jednak zanim to zrobił, podszedł do mnie, ujął moją twarz w dłonie i namiętnie pocałował.
- Idź już.
No i wyszedł...
Boże...
Ja go traktowałam jak przyjaciela, uwielbiałam się z nim wyzywać, a teraz?
Zepsuł to.
Nie ja, tylko on.
Przez te kilka słów... Totalnie namieszał mi w głowie, nie wiem co począć.
Jeszcze ten pocałunek. Co mu odbiło?
W głowie mam różne myśli.
Nie wiem co robić.
Zapomnieć o nim?
To nie takie łatwe, bo przecież przyjaźni się z Marco -,-
Będę musiała jakoś znosić jego obecność...




«Marco»
Gdy zobaczyłem nieźle wkurzonego Goetze'go schodzącego z góry, trochę się przestraszyłam. On może sobie coś zrobić w takim stanie...
- Dokąd idziesz? - zapytałam, stając mu w przejściu.
- Jak najdalej stąd.
- Czyli?
- Myślę, nad przyjęciem propozycji Bayernu, nawet zaraz do nich zadzwonię. - powiedział.
- Nie, nie możesz!
- A bo?
- Zostawisz mnie? Mario pomyśl. Nie będzie Ci brakowało naszych wspólnych wypadów, meczy, cieszynek?
- Będzie, ale nic mnie tu nie trzyma.
- Aha, czyli teraz jestem nikim? - uniosłem się.
- Nie Marco, ty zawsze byłeś, jesteś i będziesz moim najlepszym przyjacielem. Może kiedyś wpadnę do Ciebie.
- Najlepiej, zostaw mnie samego. Dzięki za wszystko, miłe to z Twojej strony, możesz sobie iść, jechać w ciul daleko. - odparłem zły. - Narazie. - trzasnąłem drzwiami, gdy wyszedł.
Właśnie sobie uświadomiłem, że straciłem najbliższą mi osobę. On zawsze mnie rozumiał, wpierał, pomagał, no wszystko...
Musiałem to wyjaśnić z siostrą.
Zapukałem do jej drzwi.
- Lea, musimy pogadać! - powiedziałem stanowczo.
- Będziesz mi prawił kazanie? Nie dzięki.
- Wiesz co? Pewnie to Cię nie ruszy, ale powiem Ci. -  zacząłem. - Straciłem najlepszego kumpla, już go prawie nie będę widywał. Tak po prostu postanowił mnie zostawić... A wszystko przez was obojga. Rozumiem, on się zakochał, a ty go strasznie potraktowałaś, co go zabolało i to jak. Teraz zostało mi się modlić, żeby nic mu się nie stało. Może pomyślisz, że co takiemu chłopowi może się stać, otóż Mario jest wrażliwy i to bardzo, ale tego nie pokazuje. On jak się załamie, to nie chcę nawet sobie wyobrażać, co potrafi zrobić... - zakończyłem.
- I? - rzuciła obojętnie.
- Jesteś okropna, ty po prostu serca nie masz! - krzyknąłem i odszedłem...




«Lea»
Jednak Marco to jest prawdziwy brat, jak trzeba to opiep*zy.
Ja naprawdę nie mam serca -,- Najpierw mówię, potem myślę. To jest najgorsza opcja.
Co mam teraz zrobić? A jak on faktycznie sobie coś zrobi? Wolę nawet nie myśleć, a to wszystko przeze mnie. 
Zeszłam na dół. Reus siedział w salonie.
- Marco co ja mam zrobić? - zapytałam.
- Nie mam pojęcia, mi nie uda się go zatrzymać, ale może Tobie ulegnie. - powiedział smutny. On naprawdę nie chce go stracić. Ja muszę mu pomóc. Nie chcę patrzeć codziennie na zamulonego braciszka.
- Dobra, pójdę do niego.
- Jesteś wielka. - przytulił mnie.
- Po prostu, nie będę mogła żyć z myślą, że rozwaliłam waszą przyjaźń...
- Tak, tak idź już.
Złapałam więc za sweterek, odziałam go i wyszłam. Szybkim, bardzo szybkim krokiem szłam do domu bruneta, ale gdy byłam już przed nim, zamroziło mnie. Nie wiedziałam co mam mu powiedzieć...
Raz się żyje...




***************************
Dziś już poważniejszy rozdział ;)
Chciałam w końcu namieszać :D
Mimo wszystko, mam nadzieję, że wam się spodoba .
*
A i wiecie co?
Jaram się!
25 obserwatorów <3
To naprawdę dużo.
Kocham patrzeć, jak was robi się coraz więcej.
Uwielbiam moje czytelniczki :**
*
Wczorajszy mecz, normalnie miazga! :D
6:2 rozgromiliśmy Hamburg xD
Piękne gole, niesamowite emocje..
Szkoda tylko, że nie mogłam tego zobaczyć w całości.
Jednak dziękuję Wiesi, za powiadamianie mnie na bieżąco!
*
A tu zadowolony Marco z wczorajszego spotkania:
*
Komentujcie ! ;3
Pozdrawiam.
Juliana.